9. 53km trening 5 lipca 2014

53 kilometrowy trening. 

Termin: sobota 05 lipca 2014Skład: Franek, Andrzej, Tymek.Miejsce/Trasa: Beskid Niski = Zdynia (489m) – Rotunda (771m) – Regietów (533m) – przełęcz Regietowska (646m) – Jaworzyna (881m) – przełęcz Beskidek (Dijava) (548m) – Beskid Wilusia (689m) – przełęcz Pod Zajęczym (566m) – Radocyna (545m) – Nieznajowa (446m) – Wołowiec (489m) – Krzywa (560m) – Popowe Wierchy (685m) – bonus: Krzywa skrzyżowanie – Gładyszów – Zdynia.Długość: 53 km.

Gdyby podzielić rozległy Beskid Niski na cztery części to patrząc od zachodniej strony obszar naszej wycieczki zlokalizowany był w części numer 2, graniczącej już z Magurskim Parkiem Narodowym. Po kilku dniach planowania trasy wyłonił się pomysł ze startem w Bartnem ale szybko trzeba go było porzucić bo pomiar trasy pokazał wynik 58 km, ciut za dużo jak na taką wycieczkę biegową. Przesunięcie startu do wsi Zdynia, za przełęcz Małastowską wyklarowało wariant pętli o długości około 45 km i to przyjęliśmy jako możliwe do zrealizowana.Podróż na start rozpoczął się o 2.30 w Rogoźniku i przez Katowice lądowanie w Zdyni nastąpiło o 6.30. Zbiórka / przebiórka i przed godziną 7 ruszamy już w pełnym słońcu na trasę.

Na początek 5.7 km do Regetowa szlakiem czerwonym przez Rotundę. Podejście konkretne bo 300 m w górę, początkowo polami a dalej już bukowym lasem.Na szczycie mały postój, podziwiamy cmentarz wojenny nr 51.

zdjecie1Ruszamy dalej. Teraz super zbieg łagodny, ale obniżający wysokość o 250 m. Na jego końcu budząca sie pomału do życia baza namiotowa SKPB W-wa i skręt w lewo na asfalcik który na szczęście szybko się kończy przy malowniczej kaplicy z małym cmentarzem w Regetowie Wyżnym. To była wieś Łemkowska po której pozostał jedynie ten porośnięty cmentarzyk.

zdjecie2Żółty szlak wśród łąk mija jeszcze małą pamiątkową dzwonnicę i wyciąga nas na przełęcz Regetowską. Pod koniec wygodna polna droga zamienia się na lekkie chaszcze ale udaje nam się szybko znaleźć na pasmie granicznym (od startu 10,2km). Niebieski szlak wraz z czerwonym słowackim kieruje nas w stronę wsi Konieczna Granica (byłe samochodowe przejście graniczne).Na początek najtrudniejsze na tej wycieczce podejście na Jaworzynę – ponad kilometr ostrej wspinaczki. Tempo z Andrzejem mamy bardzo szybkie, Franek kilka metrów za nami wiele nie odstaje. Na szczycie niewielka panorama w stronę polską ze słowacką tablicą opisującą widoczne szczyty. Wciągamy trochę żarełka i ruszamy dalej. Na kilometrowym zbiegu tracimy 200 metrów przewyższenia i miejscami jest tak stromo że ledwo kręcimy nogami. Kolejne kilometry to już spokojny zalesiony grzbiet z małymi widokami na górę z której przed chwilą karkołomnie zbiegiwaliśmy. Polski szlak odbija do wsi Konieczna, a my gnamy dalej za numerowanymi słupkami granicznymi (wg nich można precyzyjnie określić miejsce na mapie) po słowackim czerwonym szlaku. Zanim docieramy do szosy dawnego przejścia granicznego spotykamy kolejny cmentarz wojenny. Ten, podobnie jak ten na Rotundzie ma pojedyńcze krzyże i wielkie kurhany – szpiczaste wieże pełniące rolę mogił zbiorowych. Jest w niezłym stanie, ale porastające go chaszcze mają prawie metr wysokości. Kolejny który czeka na pełny remont.

ZDJECIE3Po chwili lądujemy na szosie, dwa graniczne sklepiki pozamykane. Zaczynamy martwić się o zapasy płynów bo robi się już naprawdę gorąco, a na trasie żadnej cywilizacji nie przewidujemy. Przekraczamy drogę, po chwili odnajdujemy kontynuację słowackiego szlaku czerwonego (w większości momentów Słowacy mają wszystko świetnie oznaczone …czego nie da się powiedzieć o polskich oznaczeniach) i ruszamy na Sedlo Dujava. Szybko kończy się las i zaczyna się bajkowa sceneria skoszonych łąk słowackich. Wzdłuż nich, w pełnym słońcu i z cudnymi widokami na stronę słowacką podchodzimy pod Beskid Wilusia.

zdjecie4Żegnając bajkowe łąki brniemy leśnym grzbietem w stronę przełęczy Pod Zajęczym. Według chłopaków cały czas dyktuje mocne tempo na co pozwala względnie płaski grzbiet pasma granicznego. Franek na płaskich odcinkach pokazuje że forma wraca a Andrzej na zbiegach szaleje a i pod górkę zasuwa na maxa. Docieramy do słowackiego „grzybka” z drogowskazami. W nogach mamy ok.23km trasy. Tutaj musimy znaleźć zejście do doliny rzeki Wisłoki i byłej wsi łemkowskiej Radocyny. Brniemy chaszczami polskiej łąki i po chwili docieramy do polnej drogi wiodącej w dół doliny rzeki Wisłoki.

zdjecie5Po 2km odnajdujemy cmentarz wojskowy nr 43. Spotykamy tam dwójkę młodych Czechów z Ostrawy wędrujacych w tej okolicy i po krótkim zwiedzaniu ruszamy dalej. Słońce przygrzewa piekielnie, zakładam czapeczke biegową (jak sie okaże o wiele za późno), Franek w swojej od startu zasuwa a Andrzej idzie na całość i swoimi czarnymi kudłami walczy ze słońcem. Docieramy po kolejnych 2km do rozwidlenia szlaków gdzie stoi bar …a, że ławki w cieniu zachęcają do postoju ogłaszamy browarkową przerwę taktyczną :-). Docieraja też nasi Czesi i trochę innych ludzi się pojawia bo gdzieś tu w okolicy jest ośrodek wczasowy Nadleśnictwa Gorlice. Po uzupełnieni płynów w brzuchach i plecakach ruszamy w upale do kolejnej wyludnionej wsi Nieznajowej. Odnajdujemy też charakterystyczą rzecz upamietniającą wysiedlone wsie łemkowskie. Są to drzwi z pamiatkową tablica i numerem stojące pośrodku łąki. W okolicy jest takich więcej.

zdjecie6Po drodze kilka chatek letniskowych, offroadowa wycieczka jeepowa i plażowicze nadrzeczkowi. Całą drogę do Nieznajowej i dalej do Wołowca żółtym szlakiem towarzyszą nam pojedyńcze pomniki / kapliczki prawosławne a i rzeczka Wisłoka nie pozwala się nudzić – co chwila przekraczamy ją po łydki w wodzie :-). Jeszcze cmentarz tym razem cywilny – pamiątka po łemkowskiej wsi i docieramy do Wołowca. Tutaj zwiedzamy cerkiew Opieki MB. Opiekunka obiektu przybliża nam jego historię. W środku sporo jeszcze do odrestaurowania, ale widać że ludziska o nią dbają.

zdjecie7Kilkanaście minut w przyjemnym chłodzie cerkiewnym szybko mija i ruszamy już na końcowe odcinki naszej wycieczki …tak przynajmniej nam się zdawało 😉 Pierwszy z nich ok 3.5 km ma kilka płapek orientacyjnych. W miarę się nie dajemy i docieramy do szosy między wsiami Krzywa i Jesionka. Szlak gdzieś znika, ale przejeżdżajacy bus staje i kierowca podpowiada nam rozwiązanie zagadki gdzie mamy biec. Szybko odnajdujemy kapliczkę za którą skręcamy ze szlakiem czerwonym i rozpoczynamy podejście na Popowe Wierchy. Mnie od godziny napinkala przegrzany łeb, początkowo kojarzę to z bolącym uchem od tygodnia, ale niestety wiele wskazuje na to że jest to udarek termiczny. To niestety żadne usprawiedliwienie do tego co nastąpiło. Na szczycie górki będąc na wielkiej szutrowej drodze leśnej zaczynamy ostry zbieg i zanim się obejżeliśmy droga ta wyprowadziła nas na taaaaaaaakie manowce. Po jednym skrecie w prawo zamiast skręcać ostro w lewo do Zdyni zaczeliśmy gnać do wsi Krzywa. Na ulicy zdębieliśmy. Po konsultacji z gospodynią najbliższego domostwa okazało się że czeka nas „biegowy zestaw naprawczy” – 8km po asfalcie przez Gładyszów z czego ostatnie 3 km szczególnie bonusowe bo pod ostrą górkę!!! Mój bolący łeb zaczął mnie kasować całkowicie. Organizm zaczął myśleć o rzyganiu i do tego ta wtopa asfaltowa – było wesoło. Na szczęście bieg był drużynowy i jakoś się w trójkę wzajemnie doholowaliśmy do mety w Zdyni. Kończąc dystans wynikiem 53 km !!! Czas łączny: niespełna 8h. Miała być kąpiel w rzeczce, ale ta była wyraźnie bardziej syfiata niż o poranku więc skończyło się na browarku. Ja umierałem jeszcze godzinę i dopiero po jakimś czasie łebek mi odparował na tyle, że razem z chłopakami mogliśmy się pozachwycać wszystkim tym co znaleźliśmy w Beskidzie Niskim.Jednogłośnie stoimy na stanowisku: tam trzeba wrócić :-)))

Tekst: Tymek

Komentowanie jest wyłączone