7. Góra Żar 15 czerwiec 2014

Operacja Góra Żar. 

Termin operacji: 15 czerwiec 2014

Miejsce: Beskid Mały

Zapierdalacze: Franek, Flaku, Kwadrat, Tymek i klan Pitasów: Sabinka, Piotrek i Andrew. Wspólny trening w 7 osób to jest jednak wyczyn logistyczny więc od razu w tym miejscu mówię wszystkim – dobra robota!

« 1 z 3 »

Standardowo o 5 rano wyjazd z Rogoźnika. Standardowo również ktoś zapomniał butów, ktoś się naszprycował gripexo – podobnymi lekami by zjawić się na treningu, ktoś nie chciał prowadzić bo dnia poprzedniego ktoś wpadł na małe co nie co! Ale spokojnie – Zapierdalacze to nie klan, olewający innych i wspólne treningi – tutaj nawet małe co nie co dnia poprzedniego i szprycowanie się lekami jest planowane by stawić się na wspólny trening. Nic nie pozostawiamy przypadkowi. Trasa również była wcześniej zaplanowana. Na start na Przełęcz Kocierską docieramy około 7. Temperatura lekko poniżej spodziewanej sprawiła, że niektórzy z nas zastanawiali się nad długim czy krótkim rękawem. Po ostatecznym wyborze między krótkim a długim rękawem, krótkiej wizycie w WC (ale tam było ciepło i przytulnie…przypomniał mi się obóz w WC na Maniackiej Dziesiątce), zapięciu plecaków, skręceniu kijków, uzupełnieniu bukłaków, zaklejeniu sutków, zrobieniu wspólnego zdjęcia i krótkiej relacji Andrew gdzie się udamy .. ruszamy całą siódemką ochoczo na szlak. Zaplanowana trasa musiała pogodzić chęci i możliwości całej siódemki i udało się to w 100%. Trasa biegła z Zajadu Górskiego Kocierz czerwonym szlakiem na Górę Żar przez Przełęcz Przysłop Cisowy i Przełęcz Inspenicką. Z powrotem trasa prawie a sama nie licząc początkowego odcinka trasy gdzie zamiast szlaku czerwonego wybraliśmy zielony chyba dla jakiegokolwiek zróżnicowania trasy powrotnej. Różnica wzniesień na trasie około +- 600 metrów. Pogoda również dopisała chociaż dla Zapierdalaczy takie pojęcie nie jest jednoznaczne z tym co przeciętny urlopowicz myśli o udanej pogodzie. Brak słońca i jakieś 15 stopni to idealne warunki na takie wyprawy. Szkoda, że widoków nie uraczyliśmy z powodu niskich chmur ale to już chyba staje się tradycją na naszych treningach. Sam trening był samą przyjemnością. Tutaj wielkie brawa dla młodego Piotrka, który dotrzymywał bez żadnego problemu kroku starszym a nawet nie raz widać go było na przedzie peletonu oraz dla Sabinki, z którą pierwszy raz byłem na treningu w górach i … chłopaki mają rację rozpływając się nad jej możliwościami na forum.

Po 125 minutach i 17 km docieramy do punktu wyjścia gdzie wycieczkę kończą jak zawsze wspólne podziękowania za wspólnie spędzony czas oraz okrzyk bojowy. Tym razem również skoczyliśmy do Zajazdu Kocierz na piwo, herbatkę, jajecznicę i chlebek ze smalcem.

Nawiasem mówiąc to kolejna trasa idealna do lekkiego treningu górskiego jaką już pokonaliśmy w Beskidzie Małym. Już się palę do następnego treningu.

Tekst: Kwadrat

Komentowanie jest wyłączone