6. Barania razy dwa, 4 i 8 czerwiec 2014

Barania dwa razy zdobyta w ciągu jednego tygodnia.  

4 czerwiec 2014, środa.

Pierwszy wyjazd w środku tygodnia na beskidzkie bieganie zakładał dwa cele: wdrapanie się na Baranią Górę i pobieganie w warunkach wieczorno-nocnych. Jak się okazało „w praniu” zeszły one na dalszy plan w obliczu małej dramaturgii jaka nastąpiła w trakcie biegu ale po kolei. Grupka wyjazdowa wyklarowała się szybko – do Tymka i Andrzeja dołączył w ostatniej chwili Kajetan. Sabina musiała odpuścić tym razem wyjazd bo i logistyka dziecięca trochę nie puszczała i trochę nóżki z Mędralowej jeszcze sztywnawe były. Franek nadal nie daje się zaprosić na takie przygody a reszta brygady albo nieobecna albo kontuzjowana.
Przy super pogodzie, w końcu słonecznie i bez deszczowo ruszyliśmy po godzinie 19-tej z Katowic. Udział Juniora automatycznie spowodował wybór trasy około18km a wariant około 25km odłożyliśmy na inne „seniorskie” bieganie. Na punkt startu wybraliśmy przełęcz Salmopol (934m). Dotarliśmy po godzinie 20-tej. Mimo dość ciepłej temperatury ja z Kajtkiem ciuchy na „cienko/długo” zakładamy, a Andrzej na krótko. Parę minut zbiórki i ruszamy. Na początek – podejście na Malinów (1114m). Na czoło wysuwa się Kajetan i zasuwa tempem jakby był na zawodach sprinterskich. Lekko sapiemy i za nim się wleczemy. Po paru chwilach Andrzej podejmuje rękawice i zmienia Kajtka na prowadzeniu a ja pitolę się z ustawieniami nowego plecaka. Po paru minutach łapiemy szczyt i ostrym tempem zbiegamy w dół – tutaj Andrzej turbinę załącza i dopiero w okolicach niebieskiego szlaku – łącznika z granią – udaje mi się dać chłopakom zmianę na czole peletonu. Zachód słońca się kończy, pogoda bezchmurna noc gwieździsta, zero wiaterku = super się zasuwa. Docieramy na grań za Malinowską Skałą ( 1152m). Planujemy ją  pokonać w drodze powrotnej, a teraz zielonym szlakiem ruszamy w stronę Baraniej Góry (1220m). Pomału się ściemnia ale widoczność jeszcze ok bo odcinki lasem są krótkie a większość terenu odkrytą granią prowadzi.
Sporo ruchomych kamieni na ścieżce – staramy się nóg na nich nie złamać – idzie ekstra. Tempo nawet ciut za szybkie, lekko zwalniamy. Przeskakujemy przez Zielony Kopiec (1154m), w prawo ucieka żółty szlak do Wisły. Z rozpędu przebiegamy przez Gawlas (1077m) … wypłaszcza się przed podejściem Magurką Wiślańską (1140m) …ścieżka czysta,płaska bez kamieni …na niej jeden korzeń i ….dup!!! Kajtek na nim skręca nogę. Biegnący za nim Andrzej widząc jak noga się wygina od razu zatrzymuje peleton. Po paru minutach przerwy Kajtek stwierdza że próbujemy ruszyć marszem. Po cichu liczymy że może to nie ostra kontuzja i że noga się po wygięciu rozrusza test trwa 500 metrów i choć Kajtek idzie nie najgorzej to widzimy że z biegania nici i ogłaszamy odwrót. Powrotny dystans 6,5km maszerujemy spokojnym tempem tak żeby uszkodzoną nogę nie załatwić na cacy – bardzo przydatne okazują się kijki Andrzeja na które po paru minutach daje się namówić nasz kontuzjowany Junior. Po godzince docieramy na Salmopol. Całość nie wygląda najgorzej bo Kajetan idzie całkiem sprawnie i noga nie puchnie w zatrważającym tempie, ale kontuzja jest na bank. Łaczny czas wycieczki to ok.2h10min no i dystans się zrobił 13,8 km, z czego połowa na „urwanej” nodze.
W drodze powrotnej Kajtek odsypia w aucie nocne przygody i około 1 w nocy docieramy do Katowic. Andrzej zakupuje Młodemu na noc lód do okładów który do rana ciut pomaga nie rozrosnąć się opuchliźnie. Noc pełna przygód kończy się poranną wizytą u lekarza gdzie Magda zawozi naszego smyka …. a tu rentgen i nóżka w gipsie ląduje z diagnozą że staw skokowy skręcony … i tak Kajetan poszerza listę kontuzjowanych Zapierdalaczy …. „dupka zbita wrrrr”

Tekst: Tymek

8 czerwiec 2014, niedziela.

Sobotnia impreza u Waldka i Gosi w Piekarach udała się super ,szkoda tylko że nie w pełnym składzie . W czasie biesiadowania dogadaliśmy wyprawę w góry. Plan prosty, kilka godzin snu i o 3.15 nad ranem ruszamy. Grupa wyjazdowa to Sabinka, Andrzej i ja. Niedziela 3.30 rano , cholera zaspałem . Obudził mnie SMS od Andrzeja , okazało się że są już pod moim domem. W ciągu 15 minut jestem spakowany i gotowy do drogi . Na przełęczy Salmopol docieramy o 5.15 , szybkie przygotowanie i ruszamy . Nasz cel Barania Góra , pogoda słoneczna ,widoczność dobra . Mamy nadzieję zobaczyć Tatry. Podejście na Malinów   (1117 m) czerwony szlak . Sabinka dyktuje tempo, co zmusza nas szybko wytrzeźwieć . Przelatujemy teraz zielonym szlakiem przez Zielony Kopiec (1154 m) i Gawlas ,który pokonujemy dość szybko. Przed nami Magurka Wiślańska (1129 m) no i Rezerwat Barania Góra . W godzinę trzydzieści minut meldujemy się na Baraniej Górze (1220 m). Teraz tylko wejście na wieże widokową i można podziwiać widoki . Dzięki tablicom poglądowym możemy rozpoznać wszystkie szczyty widoczne z Baraniej Góry. Zostajemy tutaj jeszcze chwile żeby nacieszyć się taką panoramą . Ruszamy w powrotną drogę , tempo jeszcze szybsze. Zbiegi i krótkie podejścia i tak aż na parking , gdzie zostawiliśmy samochód  . Czas powrotu to 59 minut. Trasa szybka i urozmaicona ,polecam nawet po imprezie .W domu jesteśmy na 11 tuż przed obiadem. Sabina i Andrzej ,wielki dzięki za wycieczkę biegową w tak  doborowym towarzystwie .Było super!!!

Tekst: Franek

Komentowanie jest wyłączone