5. Silesia Maraton 2014

RELACJA Z MARATONU SILESIA 2014r. Termin biegu: 5 października 2014r. godzina 9.00.

Liczba startujących (4): Mistrz (Tymek), Łuki, Andrzej, Franiu

Serwis wspomagający (2): Magda, WaldekHistoria mojego startu w tej edycji Silesi jest dość nietypowa. Jeszcze na 14 dni przed startem nie brałem na poważnie takiej możliwości. Byłem świeżo po 100km w Krynicy, a przede mną i Frankiem rysował się bardzo trudny start w Maratonie Bieszczadzkim (53km po górach). Niestety pewien Osobnik wyciągnął moje złożone pod wpływem alkoholu oświadczenie, że jak nie będę miał nóg połamanych, to „choby  rzigać” o życiówkę maratońską w tym roku  powalczę. Głupio się było wycofać z tej deklaracji, bo po 100km w Krynicy nie było już śladu, a na kontrolnym, 15-to kilometrowym treningu weszło bez problemu tempo poniżej 5min/km. Ponadto szansa zrobienia w trakcie jednego sezonu życiówek na 10’000m, 21’097m i 42’195m zdarza się pewnie raz w życiu… a dwa wcześniejsze warunki były już spełnione (i to w całkiem niezłym tempie). Co więcej miałem dodatkową motywację, bo Łuki i Tymek = Prowodyr i tak mieli ten start zaplanowany (startowali we wszystkim poprzednich edycjach) i zobowiązali się do robienia mi za pacemakerów. Wspomnieć także należy, że za pacemakera dla naszej znajomej Gosi robił także Zapierdalacz Franek.

Tak więc o 9.00 zaczęło się od gromkiego „Zapierdalacze HEJ” i poszły konie po betonie. Początek wymarzony. Idziemy bez wysiłku tempem poniżej 4.45min/km, nawet na cholernym podbiegu Aleją Korfantego do Siemianowic Śl. Później jeszcze szybszy zbieg do centrum Siemianowic i nie zwalniając meldujemy na Dąbrówce Małej. W międzyczasie moi zające serwują mi napoje i posiłki, tak że na punktach w ogóle nie muszę się zatrzymywać. Mijamy centrum Katowic i jesteśmy już w Szopienicach i tu super niespodzianka. Na wysokości Selgrosa nie wiadomo skąd dochodzi nas subtelny głosik Magdy! O jak miło usłyszeć: „Zapierdalacze, zapierdalać!!!” (czy coś takiego). Szybko mijamy Magdę, Kajtka, Andrzeja i tniemy dalej. Jesteśmy w Mysłowicach a zapas do planowanego przez Tymka 3.25h cały czas się utrzymuje, a nawet rośnie! Wynik zapowiada się niewiarygodny. Ale to dopiero 27km i zaczyna się prawdziwe bieganie. Na wiadukcie przed Giszowcem dopada mnie lekka zadyszka i widzę, że Łuki zaczyna się męczyć moim spadającym tempem. Początkowo sugeruję, a później nakazuję mu zapierdalać i walczyć o swoją życiówkę. A jest ona w jego zasięgu. Mistrz Tymek oczywiście zostaje jako moja niańka i kontynuujemy walkę. Przed Nikiszowcem jestem zagotowany na maxa. Tempo spada, ale zapas z pierwszej części biegu sprawia, że nie ma stresu. Za Nikiszowcem zaczyna się zbieg i łapię drugi oddech. Niestety zaczyna się gorszy problem, to czego obawiałem się od początku. Zaczynają się symptomy nadchodzących skurczów. Dobiegamy do Doliny 3 Stawów i znowu spotykamy Magdę. Informuje nas, że o dziwo Łuki nie jest zbyt daleko, co troszkę mnie pociesza, bo znaczy, że aż tak strasznie się nie wleczemy. Na drodze rolkarzy w parku jest punkt żywieniowy. Stajemy na chwilę aby się napić i… dup. Skurcz mięśnia dwugłowego lewej nogi. Demony wracają. Mistrz uspokaja, że może 3.25h to nam ucieka, ale życiówka jest nadal możliwa (z Cracovi mam  rekord 3h29min16sek). Ja mam łzy w oczach, ale nie wiem czy to z bólu, czy z rozpaczy po uciekającej szansie. Jest 32-gi kilometr i już wiem, że kolejne 10km to będzie najtrudniejszy dystans w tym roku. Pokonanie 100m zajmuje nam ponad 2minuty. Ale Tymek namawia mnie do truchtu i ruszamy. Osiągamy tempo 5,30min/km i znów zaczyna mnie łapać, wiec zwalniamy. Kontrolnie pytam Mistrza jak widzi szanse, a ten mi tu pierdoli o „piłce w grze” i takie tam inne farmazony. Czyli już wiem, że albo zepnę jaja, albo mogę sobie zaoszczędzić trudu i marszem osiągnąć metę. Zaciskam więc zęby i ruszam. Jeszcze na agrafce w parku widzimy i słyszymy się z Łukim. Tymek wrzeszczy, że mamy skurcze, a Łuki, że mam to „pierdolić i zapierdalać”. No to zapierdalam i z każdym krokiem jest lepiej. Jednak psychika to rzecz wielka. Mijamy Paderewę, biegniemy ul.Graniczną i wygląda na to, że jest 1-1,5 minuty zapasu do rekordu. A tu na 2km do mety skurcz. Przepraszam za wyrażenie, ale chuj mnie strzela i nie jest mi już przykro, ale jestem totalnie wkurwiony. Tymek robi „masażowe cuda” (nie pierwszy raz dzisiaj) i skurcz puszcza. Zamykam oczy i nie kalkulując ruszam na ostatnie metry. Na mecie kupa znajomych, Sabinka z dziećmi (odradzała mi start twierdząc, że biorę sobie za dużo na kark- co za mądra kobieta!) więc motywacja jest ogromna. Końcówkę biegnę sam, bo Tymek puszcza mnie przodem (a propos, to jemu należy się trzeci wynik w maratonach Zapiedalaczy w tym roku, a gdyby biegł „na serio”, to pewnie i drugi). Na ostatnich metrach widzę zegar. 3godziny 27 minut i upływające sekundy. Wydaje mi się, że mam zwidy, bo spodziewam się walki z czasem „na styk”. Jeszcze ostatnie 150 metrów i jest meta.

Czas: 3 godziny 28 minut 03 sekund.!!! Kurwa rewelka!!!

Od tego czasu niewiele pamiętam, aż do czasu zalegnięcia na leżaku kilka minut później. Jestem totalnie zajechany. Uda po skurczach bolą mnie tak, że nie mam ochoty na zrobienie jednego kroku. Dodatkowo mam ciemno przed oczami i chce mi się rzygać. CHOBY RZIGAĆ!!! … co nie Mistrzu?

Ps. Był to najtrudniejszy bieg w moim życiu. A trochę się już biegało.

To, że osiągnąłem metę zawdzięczam Tymkowi = Mistrzowi i Łukiemu. Chłopaki byli niesamowici. A o wsparciu Mistrza w końcówce to muszę chyba książkę jebnąć. Łuki choć nie zrobił życiówki, to osiągnął genialne 3h24min40sek. Świetnie spisał się też Franiu, który w tym bardzo trudny biegu poprowadził Gosię na 4h11min15sek. Świetny wynik Gosi i wielkie poświęcenie Frania (przy jego problemach w tym roku jest to wynik bez precedensu). Wielkie dzięki Sabince za wsparcie przed i po wyścigu i oczywiście wszystkim tym, którym chciało się pofatygować na metę (Gosia, Magda, Andrzej Szwagier, Kajtek, Waldi i moje dzieciaki).

AMEN/CHUJ

MOJE TRZY ŻYCIÓWKI Z TEGO ROKU:

1) Życiowa Dziesiątka Poznań – 39min45sek

2) Półmaraton Ślężański Sobótka – 1h32min56sek

3) Silesia Maraton Katowice – 3h28min03sek

Autor: Andrew

Komentowanie jest wyłączone