4. Silesia Marathon

Sielesia Maraton 2016.

Choć na starcie maratonu stanęło aż trzech Zapierdalaczy to spektakularnych sukcesów, rekordów zabrakło. Ale to nie wina braku ambicji tylko sytuacji ogólno-startowej w tym roku.

Każdy z nas był w innym położeniu, ale jedna cecha była wspólna: ani ja, ani Łuki, ani Andrzej nie przygotowaliśmy się do startu w maratonie. Z różnych przyczyn.

Mnie moja kolejna ósma edycja Silesii zastała 5tygodnii po UTMB, po którym tylko siłą woli mogłem uciągnąć maraton. Sytuacja fizyczna po UTMB była bardzo dobra, bez kontuzji, ale pozwoliła na kilka rozruchowych joggingów i na takim „treningu” szans w zderzeniu z maratonem nie miałem żadnych.

Łuki w ostatnich miesiącach rozpoczął ostre treningi terenowe pod zbliżającą się Łemkowynę.

Wybieganie miał pełne, ale treningów pod asfaltowy start zero to i spokojnie się nastawiał do swojej kolejnej edycji Silesii traktując ją trochę jak długie wybieganie. Wynik 4h brał w ciemno.

Podobnie Andrzej, który w ostatniej chwili zdecydował się na start jako test swojej dyspozycji przed Łemkowyną. Miało być długo, spokojnie i bez szkód.

Extra smaczkiem było to, że z Łukim dostaliśmy specjalne numery VIP będąc w wąskiej grupie tych ludków którzy ukończyli wszystkie dotychczasowe edycje Silesii.

Ja postanowiłem że skoro już jest ten numer VIP to zacznę trochę ponad obecny stan i ruszyłem tempem ok 4.45min/km. Dało radę to kontynuować do 21km gdzie na półmaratonie zanotowałem czas ok 1h41min. Jednak zaraz potem moje poultramaratońskie nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Zalał je beton i tempo wyraźnie spadło. Do tego wszystkiego na 27km potknąłem się na torowisku i wywinąłem pięknego orła z fikołkiem włącznie. Odebrałem to jako ostateczny sygnał żeby zwolnić całkowicie i niwelować szkody dla obolałych kopyt. Przemaszerowałem kilka odcinków, tempo powędrowało powyżej 6min/km. Zaczęła się orka pt. „byle do mety”.

W tym czasie Łuki po pierwszej połówce przebiegniętej powyżej 5min/km ruszył żwawiej do przodu i na 34km dokonał detronizacji u Zapierdalaczy. Minął mnie tempem ok 4.45min/km jak pociąg ekspresowy.  Zacząłem się tego samego spodziewać po Andrzeju. Ten jednak nie szalał i troszkę puścił tempo co by nie narobić szkód przed Łemkowyną.

Ostatecznie w dobrych humorach lądowaliśmy na mecie w czasie:

Łuki 3h31min, ja 3h42min a Andrzej 3h54min.

Ciężko biegać maraton bez przygotowania.

Jakoś daliśmy radę, a wynik Łukiego był naprawdę satysfakcjonujący.

Tak więc Vipy dalej zostały VIPami na Silesii Maratonie, osiem edycji zaliczone, a Andrzej zepchnął Kwadrata na ostatnie miejsce w maratonach 2016 u Zapierdalaczy.

Tekst: Tymek

Komentowanie jest wyłączone