4. Beskid Mały Wschodni

RELACJA Z TRENINGU GÓRSKIEGO W BESKIDZIE MAŁYM (część wschodnia)

Termin  operacji: 25 maja 2014r. godzina 5.00

Liczba uczestników treningu (2): Kwadrat, Andrzej

Powoli staje się już tradycją, że Zapierdalacze na swoje górskie treningi wyjeżdżają nocą lub bladym świtem. Nie inaczej było i tym razem. O godzinie 5.00 z Rogożnika wyruszyli Andrzej i Kwadrat, który czasowo przebywał w rodzinnych stronach. Godzina była bolesna szczególnie dla Kwadrata, gdyż czas, który upłynął od zakończenia imprezy związanej z celebrowaniem/opłakiwaniem victorii Realu Madryt w Lidze Mistrzów, można było liczyć raczej w minutach, niż w godzinach. Ale Kwadrat dzielnie zajął przednie miejsce pasażera i ruszyliśmy na podbój Beskidów.

Po raz kolejny zdecydowaliśmy się na Beskid Mały (nie mylić z Niskim!!!), a dokładniej na jego część wschodnią. Pasmo jest podzielone rzeką Sołą, a raczej trzema zbiornikami na niej, czyli Jeziorem Żywieckim, Międzybrodzkim i Czańcem. Nazwa tych górek brzmi trochę niepoważnie, ale nie dajcie się im zwieść! Już dwa tygodnie wcześniej mogliśmy się przekonać w zachodniej części tego pasma (relacja Tymka), że podejście pod Czupel (933 mnpm) jest jednym z trudniejszych w Beskidach…

Zaparkowaliśmy samochód pod uroczym Hotelem Kocierz na Przełęczy Kocierskiej (ok.730m n.p.m.) i zielonym szlakiem ruszyliśmy w dół, do kościółka w Kocierzu Górnym. Początkowo szlak wiedzie słabo oznaczoną drogą asfaltową, gdzie zaliczyliśmy pierwsze wątpliwości co do kierunki i sensu wyprawy po asfalcie. Na szczęście był to ostatni moment naszego wahania, gdyż od zbiegnięcia z asfaltu na przepiękną łąkę, kolejne 19 km było już cudowne. Rzeczona łąka na trzecim kilometrze to był też ostatni moment w suchych butach, gdyż poranna rosa i niegdysiejszy deszcz postarały się o właściwe nawilżenie obuwia. W oklolicach kościoła w Kocierzu Górnym (ok. 500m n.p.m.) zielony szlak jest bardzo źle oznaczony. Ale po chwilowych problemach nawigacyjnych wróciliśmy na szlak. Dalsza część trasy była już oznaczona genialnie. Ruszyliśmy więc żwawo pod Ścieżków Groń (775 m.n.p.m.), a dalej trochę graniówką a trochę trawersującą ścieżką w kierunku najwyższego szczytu tej części pasma – Madohory. Co ważne większość zielonego szlaku i połączonych od pewnego momentu zielonego z niebieskim, można pokonać biegnąc. Są oczywiście podejścia (Kucówki 833 m.n.p.m.; Mały Gibasów Groń 841m n.p.m.; Gibasów Wierch 898 m.n.p.m.), ale znaczną część dystansu udaje się truchtać. Na terenie Rezerwatu Ścisłego Madohora łączą się aż cztery szlaki. I my zmieniamy nasz zielono-niebieski na czerwono-żółty. Mijamy szczyt Madohory (929 m.n.p.m.), Beskid (826 m.n.p.m.) i zaczynamy trudną wspinaczkę na szczyt Potrójnej (887 m n.p.m.). Nagrodą jest „Chatka na samym szczycie Potrójnej”. Sympatyczna sadyba, która idealnie nadaje się na Sylwester, czy inną górską imprezę. Przyjęła nas zresztą kilkunastoosobowa, przemiła grupa raczej pijanych osób, oferująca przepyszną, darmową herbatkę z cytrynką. Ostatni etap to już w większości zbiegi czerwonym szlakiem do Przełęczy Kocierskiej i 300-metrowy odcinek asfaltu do samochodu.

Jak dla mnie, to jest to najlepsza trasa treningowo-górska z jaką miałem do czynienia. Jest chwila na rozgrzewkę z górki po asfalcie, później ostre podejście, długi okres biegu to w górkę to w dół, ponowne ostre podejście i zbiegi łagodne + takie, gdzie można lecieć na łeb na szyję. Dodatkowo widoki przepiękne. A szansa spotkania innych turystów raczej znikoma, bo to straszne zadupie. O stopniu zadowolenia uczestników niech świadczą zamieszczone zdjęcia 😉

Kiedy zbieramy większą ekipę na wyjazd do Kocierza?

Dystans: 21km

Wchodzenie: 797m

Czas: 2 h 55 min (nie wyłączając przerw i czasu na poszukiwanie szlaku, poza herbatką na Potrójnej)

  Tekst: Andrew

Komentowanie jest wyłączone