3. Puszcza Dulowska Run 10km 2017

Na koniec kwietnia zaplanowaliśmy wspólny z Agą małżeński start na 10km.

Dla odmiany do zeszłorocznej dziesiątki w Cieszynie tym razem Aga miała zawalczyć na 10km w leśnym krajobrazie Puszczy Dulowskiej. Po cieszyńskiej jesiennej pogodzie tym razem spodziewaliśmy się ciepłej wiosennej. Niestety ponownie było zimno a do tego dynamicznie bo prócz słońca zdążyliśmy zaliczyć w czasie biegu deszcz a nawet śnieg a to wszystko przy mocnym wietrze.

Ja do ostatniego momentu rozważałem start na luźno bez spinki bo naciągnięta łydka na Maratonie Gdańskim nie pozwalała o sobie zapomnieć. Zbliżający się ultramaraton w Słowenii też podpowiadał żeby nie ryzykować z tą nogą za bardzo. Jednak na rozgrzewce odkryłem że noga całkiem fajnie trzyma i na 20min przed startem podjąłem decyzję że lecę na maxa ale „czujnie z nogą”.

Aga podpytała jakiego tempa ma się trzymać żeby zakręcić się koło życiówki z Cieszyna (53.56) i wśród ok 280 osób ustawiliśmy się na starcie. Biegniemy osobno.

Ruszyliśmy. Pierwsze 3km wyraźnie z górki, a że cała trasa to 5km do przodu i powrót po śladach to te początkowe km z górki miały się stać finiszem pod górkę. Czasy na tych początkowych kilometrach 3.50, 3.53, 3.55 natchnęły mnie wiarą w kolejne złamanie 40min! A to niespodzianka, jakoś tak z marszu i bez treningu interwałowego miało by się udać? Nic z tych rzeczy. Nie ma tak łatwo. Tylko teren się trochę wypłaszczył zaraz nawierzchnia szutrowa (na całej długości trasy) zaczęła zwalniać starszego pana. Grupka ludzi tych co na poniżej 40min lecieli wyraźnie mi uciekła, na zawrotce wyglądało, że mam już 200m straty. Po jakimś czasie przybijam piątkę z uśmiechniętą żonką, jej nastrój mi się udziela i postanawiam trochę się jeszcze zebrać w sobie. Niestety kolejne km notuję z tempem 4.05-4.16/km. Obserwacja przeciwnego kierunku pozwala wywnioskować że za Agą całkiem sporo ludzi, tak więc idzie jej superowo! Mijam 8km i patrzę na zegarek a ten gada, że ma parę metrów mniej niż organizatorzy trasę pomierzyli. Czyżby los miał coś oddać z tego co dołożył na Harpagańskiej Dziesiątce w marcu? Doganiam chłopa co już odpuścił gonienie granicy 40min, próbuję przyspieszyć na tyle na ile łydka pozwala (a ta coraz większy sprzeciw zgłasza) i niesprzyjający teren bo 9km wyraźnie pod górę idzie. W końcu widać metę i jakby lekko z górki na koniec więc ostatni kilometr jest najszybszy bo w tempie 3.45/km. Nic jednak z tego. Wpadam na metę jako 24 w stawce i pierwszy za granicą 40min. Czas 40.17, chwilę później zweryfikowany na 40.12 netto to mój trzeci wynik w karierze na dystansie 10km! Jest super!!! Pierwsza piątka, ta bardziej z górki wchodzi w 19.41 a ta druga w 20.33.

Noga wytrzymała a nie zawsze można bić rekordy życiowe …Czyżby? Czekam na Agę. Pojawia się w końcu na horyzoncie. Na ostatnim km idzie już na maxa i wyciska z tego finiszu swoją życiówkę !!! Od dzisiaj to 53min i 20sekund! Do tego w jakim stylu! Takiej taktyki to ja mogę tylko pozazdrościć: pierwsza piątka w czasie 27.40 (tempo 5.32/km), a druga ta cięższa w 25.51 (tempo 5.10/km)! Daje jej to 174 miejsce na 273 osób. Prawie stówka biegaczy za plecami! Wśród kobiet 29 miejsce na 70 pań na mecie.

Wciągamy grochówkę od organizatorów i w dobrych nastrojach zmykamy się ubierać bo brrrr zimno.

Tekst: Tymek

Komentowanie jest wyłączone