3. Bieg Rzeźnika 2015

Rzeźnik 2015. Relacja Tymka.

W Bieszczady dotarliśmy w 24 osoby – jest moc zawodnicza i kibicowska.

Do startu w Rzeźniku gotowe trzy ekipy: ZAPIERDALACZE 1 (Jacek i ja), ZAPIERDALACZE 2 (Andrzej i Łukasz), ZAPIERDALACZE 3 (Janusz i Franek).

Przez parę miesięcy obgadaliśmy wszystkie wątki taktyczne. Cel dla wszystkich: dać sobie szansę wybiegnięcia na odcinek Hard Cora. Trzeba ukończyć Rzeźnika klasycznego poniżej 12h. Moje (z lat 2009 i 2010) i Jacka (2012) doświadczenie mówi że nie będzie to prosta sprawa. Na tej podstawie i uśrednieniu wyników HardCorowców z roku 2014 wyliczamy różne warianty czasowe dla poszczególnych etapów . Niby wszystko policzone, niby wszystko wiadome i trzeba TYLKO to zrealizować na trasie 😉 My (ZAP1) bazujemy na doświadczeniu bo przygotowania nie były idealne a i wspólne treningi prawie zerowe. ZAP2 są po najlepszym okresie treningowym do górskiego biegania, wielki progres i fala wznosząca, jest dobrze, ZAP3 idą na dużym optymizmie i też bojowo się nastawiają.

zapierdalacze 12Jacek trzyma temat suplementacji, wspólnie ustalamy wbrew mojej naturze że nasza taktyka to „zwyciężać powoli” i że celem nadrzędnym jest HardCore a nie śrubowanie wyniku dla wersji klasycznej Rzeźnika. Nastroje przedstartowe bardzo dobre, pogoda słoneczna, trochę się jej obawiamy ale brak błota pozwala myśleć o niezłym tempie przemieszczania się. Pobudka o g.0.30 po 2h udawanego snu, o 1.25 autokarem ruszamy spod Brzeziniaka na start, po godzinie podziwiamy tłumy w Komańczy. Na starcie ostatecznie 694 ekipy z czego 75 zamierza pobiec wersję HC. Ostatnie sikanie, ostatnie picie i punktualnie startujemy. Rzeka ludzi spokojnie rusza bo droga wąska i się korkuje. Pierwsze kilometry to szutr i bieszczadzki asfalt do wsi Duszatyn. Lecimy w trzy nasze ekipy razem, wolno zgodnie z założeniami, choć skręca mnie strasznie żeby nie podkręcać tempa. Niecałe 6min/km. W końcu skręt w lewo i zbliżamy się do podejścia, dalej tłok ale już każdy się ułożył w „swoich” sektorach więc nie ma wielkich przepychanek. Strumyk który 5lat temu był rwącym potokiem na 70cm teraz przeskakujemy na sucho i dalej pod górę. Idziemy razem z ZAP2 i to raczej oni cisną, za plecami zostają Janusz z Frankiem. Po sąsiedzku mamy małżeństwo Dołęgowskich. Mają zawalczyć z 10h i coś nam się z JJ wydaje że chyba ciut za wolno zaczęli … rozkręcają się za to Andrzej z Łukaszem i w końcu nam odskakują. Z tyłu słyszę uspokajającego Jacka: „nie gonimy” …ciężko ale trzymam ciśnienie. Zbliżają się dwie godziny, wciągnięty i batonik i rodzynki, żurawina i migdały. Po chwili docieramy do przeł.Żebrak – tym razem tylko pomiar czasu bez wody.

Czas 2:07:13. Miejsce 131. Szybciej niż ja w latach 2009/2010 (2:17/2:09) ale wolniej niż JJ w 2012 (2:04) i od średniego czasu HC2014 (2:02).

Jest dobrze lecimy luźno i spokojnie. Na podejściu pod Wołosań się rozkręcamy, choć po 3h Jacek ogłasza że go pierwszy kryzys żołądkowy łapie. Nie przyspieszam bo stary ultras trzyma równe tempo. Idzie na tyle dobrze że łapiemy kontakt ponownie z ZAP2. Andrzej melduje że też nie szaleją bo go skurcze lekko straszą. Droga szybko mija i pojawia się ostry zbieg do Cisnej – sucho bez błota! Końcówka po asfalcie w dół do wsi Cisna. Tutaj pierwszy przepak na 33km. Jest Magda i Sabina – z daleka je słychać;)

Czas rewelacyjny 3:51:04. Miejsce 94, dwie pozycje przed nami ZAP2. Jesteśmy blisko czasu HC2014 (3:48) i Jacka 2012 (3:53). Zakładane 4h urobione. Na przepaku pitolimy się 10min, uzupełnianie żarcia, picia, odbiór kijków i tak idzie to super sprawnie jak na taką rzekę ludzi.

zapierdalacze 12 (1)Wychodzimy szybciej od chłopaków z ZAP2, chwilę gadamy z dziewczynami i ruszamy na Jasło. Jacek rzuca hasło: „tutaj jest najwięcej do zyskania”…no to ruszam pod górę na max. Większość drogi na Małe Jasło jest w lesie i dobrze bo jest zbawienny cień przed słońcem które zaczyna grzać na całego. Połykamy kolejne ekipy. Koszulki Zapierdalaczy dobrze się zapisują towarzystwu na podejściu. Idziemy zgodnie z nazwą ;-). W końcu wyłaniamy się z lasu i połoniną połykamy podejście na Jasło. Za nami blisko sporoekip, przed nami pojawiają się kolejne. Jacek melduje że mus jest uporządkować sprawy żołądkowe -postój na kupę;). Ostatnia poprawka podejściowa na Ferczatą i w końcu zaczynamy lecieć w dół. Zerkam do tyłu ale naszych nie widać. Po kilku minutach docieramy do „drogi Mirka”, jest mały pkt z wodą do polania głowy i napicia się – w tym słońcu ratujący życie. Kolejne ekipy maszerują, my od razu biegniemy. Parę razy ogłaszam potrzebę przemaszerowania 100metrów, wyraźnie się przegrzewam, choć dużo piję to na tym odcinku już polowy jedzenia nie daję rady zjeść, wchodzą jedynie żele. Ogólnie wyglądamy ok i w końcu docieramy do przepaku Smerek, tu znów nasza banda już większa niż w Cisnej przed wejściem na punkt kibicuje.

Czas 06:49:00! Miejsce 66. Ostatni odcinek wszedł w niecałe 2:58h!

Jest bardzo dobrze bo tutaj zakładaliśmy 7h a jest minimalnie lepiej niż ekipy HC2014 (6:51) które ostatecznie w Ustrzykach miały średni czas 11:01:47. Czasy z lat 2009/2010 i 2012 wyraźnie poprawione. Z punktu wychodzimy szybciej bo po 6:30min. Dziewczyny zdają nam relację że ZAP2 są za nami ok24min, a ZAP3 mają już duże straty i puszczają tempo tak żeby spokojnie ukończyć Rzeźnika. Zaczynamy drzeć na Połoninę Wetlinską – ostre podejście na Smerek. Już po paru minutach widzę że odcina mnie całkowicie od energii. Żołądek przyklejony do kręgosłupa. Na siłę wciskam żel bo od dwóch godzin prócz płynów i magnezu który non stop zapodaje Jacek nic w brzuchu nie ma. Ogłaszam JJejowi że umieram i że musimy zwolnić do 80% dotychczasowego tempa bo inaczej się przewrócę. Jacek rzuca „przeca tyś miał drzeć pod górę” ale na te żarty nie daję się podpuścić żeby całkiem nie zdechnąć. Dużo piję bo do tego upał na max ale niewiele to daje – jestem trup. Jacek dyktuje tempo i za szerpę robi nie dożynając mnie całkiem. Dostrzegam mały optymizm, że niewiele nas ekip przegania a to oznacza że to zdechnięte tempo nadal jest niezłe. W końcu udaje się wdrapać na Smerek i lekkim zbiegiem na Przełęcz Orłowicza. Tam sporo kibiców turystów więc nie wypada się przewrócić. Próbuję biec płaskawe odcinki ale kolejne podejście pod Roha potwierdza fakt że nadal jestem trupem. Znów JJej ciągnie karawanę a ja pocieszam się że zaraz względnie łatwa prosta do Chatki Puchatka a za nią krótki, stromy zbieg do Berehów. I rzeczywiście te dwa odcinki pozwalają odżyć trochę choć zbieg po stopniach nie pozwala na wielki odpoczynek. W końcu widzimy bandę naszych dzieciaków i resztę kibiców Zapierdalaczy, mały mostek i jesteśmy na punkcie w Berehach.

Czas 9:16:14! Miejsce 51!!! Wetlinska weszła w 2:27:14! (strata do średniego czasu HC2014 = 11min, ale duży plus do moich wyników 3:28h/3:10h i Jacka 2.57h z lat wcześniejszych)

No to są niezłe jaja bo na tym trupim tempie wyprzedziliśmy kolejnych 15ekip! Mimo to w Berehach wyglądam źle. Ugotowany na max. JJej non stop wygląda na świeżego (komentarz po biegu szwagra) Nasi nas obsługują, podają wszystko pod nos, kolejne kubki z wodą wylewamy na łeb i ruszamy na o wiele krótszą Połoninę Caryńską.

zapierdalacze 12 (2)Wygląda na to ze pomału dochodzę do siebie ale nadal moc 80%. Wygląda na to że na luzie walcząc 2.15h w Ustrzykach wylądujemy w 11.30h czlyli plan na HC zostanie zrealizowany z zapasem. Wdrapujemy się z oporami na grań połoniny i tutaj coraz bardziej się rozkręcamy, mijamy wierzchołek główny i po chwili mamy tabliczkę że w dół została 1h a na zegarkach czas 10h39min. Tu JJej wymyśla coś o czym po cichu myślałem ale patrząc na zegarek uznałem że to jednak niemożliwe bo zabraknie nam 10minut … o to ten ultras który całą drogę „zwycięża wolno” ogłasza początek sprintu do Ustrzyk po 10h z przodu! No to lecimy na wariata w dół, najpierw schody a potem kolejne kilometry. Cała odbudowa energetyczna jaką próbował mój organizm wprowadzić w ostatnich 3h idzie się jebać. Na pełnej kasacji energetycznej docieramy do wsi, na mostku drewnianym napis: 500m do mety, zerkam na zegarek zostały 2 minuty … ja pierdolę ja go uduszę – ale mi się herbatnik trafił 😉 !!! Taki finisz ze świadomością że za chwilę wybiegamy na HC? Taka fantazję to ja uwielbiam hahahahaa – Jacek jeszcze raz WIELKI SZACUN ZA TEN NUMER !!! Asfalt, 200 metrów, nasi już nas widzą i się drą a my jak te dwa głupki prujemy żyły … jak wpadamy na metę zegar pokazuję czas 10:59:58 sekund hahhahahahaa ja pierdolę.

Czas 10.59:21 (po weryfikacji). Miejsce 49!!!

zapierdalacze 12 (3)Muszę się przewrócić. Przewracam się i leżę jak na mecie półmaratonu. Ledwo wstaję. JJej idzie do naszej ekipy na browar a ja do cienia. Coś próbuję zjeść, ale to kaszopodobne coś jest niejadalne. Batonik próbuję wepchnąć. Też ciężko. Cola wchodzi. Po paru minutach podchodzę do naszej załogi kibicowskiej. Sine usta potwierdzają że jestem na skraju wyczerpania. Brak pośpiechu z wyjściem mi pasuje. Po kolejnych 10minutach wyraźnie odżywam. Spokojnie zbieramy się do wyjścia. I w końcu po mega długim postoju w czasie 11h30min wychodzimy na Hard Cora jako 12ekipa razem z dwoma innymi ekipami.

zapierdalacze 12 (4)Ponad kilometrowy asfalt pozwala się rozruszać o biegnięciu nie ma mowy, za chwilę skręt do lasu i zaczyna się ostre podejście na Szeroki Wierch. Pół godzinna przerwa w Ustrzykach wyraźnie daje mi drugie życie. Za to Jacek ogłasza że ma kryzys. Zaczynam ja ciągnąć karawanę. Podejście się dłuży jak pieron. W końcu wyłaniamy się z lasu a tam czeka mega długa podejściowa połonina Szerokiego Wierchu. Pijemy dużo bo jest mega gorąco. Jedna z ekip nam ucieka z drugą walczymy wspólnie. W końcu docieramy do siodła pod Tarnicą. Prostuję Jackowi nadzieję na przebieg trasy, nasz cel Halicz wydaję się być bardzo daleko. Zbiegamy na przełęcz Goprowców, woda ze źródełka nie bardzo nadaje się do picia, wygląda na to że zaraz nam braknie wody. Mimo że rozsądek podpowiada jedzenie żołądki przyklejone do kręgosłupów nie dają na to szans. Już nawet magnezy i inne mikroelementy olewamy. Po drodze jakaś sprzeczka z grubasem że ścieżkę za bardzo zajmujemy przy mijaniu, długi trawers pod Kopę Bukowską się ciągnie niemiłosiernie. Jacek walczy ze sobą z tyłu ale się trzyma i w końcu włazimy na Halicz. Tam dostajemy trochę wody od ludzi. Ruszamy żwawo przez Rozsypaniec na Przełęcz Bukowską tam koniec gór. Jesteśmy! Czas 14h30min. Ruszamy na alejkę o wrednym kamienistym podłożu. Zostało 8km do mety. Szybkie wyliczenia – wystarczy energiczny marsz. Uznajemy że nie ma potrzeby zarzynać się biegiem. To już było przed Ustrzykami ;-)). Nie opinkalamy się i tempo marszu jest mocne. Jak się okażę odcinek 8km pokonamy w 1h05min (po 8min/km). Droga się ciągnie niemiłosiernie ale wiemy że HC jest nasz! W końcu widzimy Magdę i Kacpra!!! Wyszli nam naprzeciw, do mety 1,5-2km …zbliżają się do nas dwie ekipy, zbieramy się w sobie i biegniemy do mety żeby nie dać się złapać.

Na ostatniej prostej jest już ostry kibicowski harmider, dzieci nam wręczają polne kwiaty, wrzaski i wiwaty i w końcu docieramy do mety Rzeźnika Hard Cora w czasie 15:34:47.

zapierdalacze 12 (5)Jest kilka ekip, docierają kolejne, wypatrujemy ZAP2, którzy zmieścili się w limicie w Ustrzykach (11:48h/104miejsce) i wyszli na HC, my już wiemy że będą mieli bardzo ciężko bo muszą pokonać HC szybciej niż my bo w 4h, ale te pierony to robią i sprinterskim finiszem meldują się na mecie HC w czasie 15:59h! SZACUN za ogromny progres w ostatnim roku, za wielka walkę na Rzeźniku i za parcie do mety HC!

zapierdalacze 12 (6)Trzecia nasza załoga dociera do mety Rzeźnika w czasie 15:21h na 541miesjcu. Brawoooo! Prosto z mety HC jedziemy na dekorację do Cisnej. Tam dekorowani zwycięzcy Rzeźnika i wręczenie statuetek dla ekip Hard Core. Zapierdalacze = dwie ekipy = bierzemy 4 statuetki ;):)

zapierdalacze 12 (7)W Bieszczadach jeszcze działo się wiele, biegały dzieciaki w Rzeźniczątku, łaziliśmy po górkach (z Andrzejem z rodzinkami ponownie wdrapaliśmy się na Caryńską!!!)  ale to już osobna historia;) Wszystkim WIEEELKIE DZIĘKI, chłopakom z ZAP 2 i 3 za wspólną walkę, NASZYM za wieczny doping i support, za to że wbiegając w każdy punkt żywieniowy/przepak człowiek wie że czeka go tam full wsparcie. Koszulki kibicowskie Zapierdalaczy dodają mocy! Jacek = suplementacja = super dzięki, wspólna walka = super dzięki. Jesteś przechuj;)

Tekst: Tymek

« 1 z 4 »

 

Komentowanie jest wyłączone