2. Półmaraton Ślężański 22 marzec

Zapierdalacze na Ślęży.

W zasadzie operacja pt. Półmaraton Ślężański rozpoczęła się w piątek. Zapierdalacze Andrzej, Łukasz, Franek wraz z Sabinką (która broni się przed wciągnięciem na listę organizacyjną skazana jest na przegraną w tym temacie bo my ją jednogłośnie tam wciągniemy 😉 ) wylądowali u Kwadrata we Wrocławiu i tam przy Guinnessiku pierwsze strategie zaczęli omawiać. Wsparcie katowickie dla części biegowej operacji ruszyło w sobotę o 6 rano – po dwóch godzinach Magda z Tymkiem dotarli do Sobótki. Po godzinie 9-tej udało się całość bandy zgromadzić pod biurem zawodów / metą biegu bo „wrocławianie” dotarli też na miejsce. Pogoda pierwsza klasa – zrobiła sie przeeeewiosna, kilkanaście stopni na plusie, słońce na całego. Biuro Zawodów, bardzo dobrze zorganizowane i przygotowane na ponad 3 tysięczny tłum biegaczy. Sprawnie idą wszystkie formalności …spokojnie można przejść do meritum sprawy. Niestety mamy niemiłą niespodziankę u Zapierdalaczy.W pierwszej naradzie Franek potwierdza wcześniejsza decyzję = nie startuje. Sprawa jest przemyślana, organizm się buntuje na szybkie bieganie i Franek odpuszcza. Oczywiście spora to strata dla grupy bo taki koń wyścigowy zawsze gwarantuje wynik przynajmniej mocno przyzwoity jak nie zajebisty no ale cóż  wygląda na to, że trzeba się zmierzyć z tematem przetrenowania. Spokojne wnioski i analiza przyczyn bardziej jest potrzebna niż „start na chama”. Drugi z Zapierdalaczy który musi odpuścić start to Magda – walczy z kontuzja już dłuższy czas (urwane udka po Wilczym Groniu) i tu choć żal też przeogromny to jednak w czasie już trochę rozłożony.Walka z kontuzją na basenie dzielnie się toczy i pozostała rola kibica. Tak więc mamy 3 osobowy team serwisowy: Sabinka, Magda i Franek.Zawodników wystawiamy czterech. Nastrój bojowy jest ale też profil trasy studzi rozgrzane głowy …obgadujemy sprawę i strategię obieramy taką że jak trasa puści to próbujemy walczyć z granicą 1.30h. Rekordy życiowe wyglądają na ciężko osiągalne, wydaje się pewne że niewyśrubowany Andrzeja 1.38h powinien pęknąć ….no ale lekko się gada a cieżko się realizuje. Lecimy się przebierać i zbieramy się pod startem. Trochę rozgrzewki i zaczynamy zajmować miejsce blisko startu bo ogrom towarzystwa robi wrażenie. Orgowie ogłaszaja że jest ok 3,5 tys ludzi!!! Na parę sekund przed startem okrzyk biegowy Zapierdalaczy, wystrzał z armaty i start i od razu mały korek ….ponownie okazuje się że mimo próśb orgów żeby ustawiać się zgodnie z czasami to jednak spora grupa truchtaczy wepchnęła się do przodu i teraz zaczyna się szarpaczka interwałowa i wyprzedanie slalomowo – krawężnikowe. W tym kotle gubimy się. Ruszam ostrzej – Łukasz z Andrzejem ciut za mną dalej Kwadrat. Początek, prawie 2 km pod górkę, tętno ostro rośnie, po 1 km czas 4.10. Dobrze że na 2 km pojawia się z górki, tu już kolumna się na tyle rozciąga że każdy może zająć dogodne miejsce. Szybko rozpoczyna się kolejny podbieg który zakończy się właściwie dopiero na przełęczy po 9,2km !!! Wcześniej zakładalismy że szansa złamania 1.30h pojawi się wtedy kiedy pod górkę będziemy zasuwać po 4.30/km …łatwo się gada a serce chce z gardła wyskoczyć. Na 5 km meldujemy się z czasami: Tymek 20.51, Andrzej 22.02, Łukasz 22.01, Sebastian 23.10. Wszyscy wypatrują najgorszej ściany podbiegowej między 7 a 9 km co wynika z profilu trasy a tu się okazuje że walka między 5 i 7 km jest najcięższa. Choć podczas biegu tego nie czuję, nadal idę mocnym równym tempem to jednak 2km wchodzą po 4.54/km a kolejne te niby najtrudniejsze 2km w 4.08/km!!! Jak reszta chłopaków na tych dwóch dwójkach? Ano tak: Andrzej i Flaku walczący nadal razem ramie w ramię notują od 5 do 7 km po 5.11/km a między 7 a 9 km tempo po 4.26/km! Dalej jest Kwadrat i on montuje odpowiednio tempa 5.31/km i 4.40/km!

Mijam przełęcz po 9,2 km trasy i rozpoczynamy wyczekiwany zbieg. Przez moment jest karkołomnie ale szybko trasa się wypłaszcza i względnie do 16km z małymi chopkami po drodze leci raczej w dół. Zanim tabliczki kilometrowe pokazują wartości naście jest punkt 10 km. Tam czasy i miejsca mamy następujące:1. Tymek 42.52 min / 1182. Flaku 45.30 min / 2673. Andrzej 45.31 min / 2684. Kwadrat 48.04 min / 517Wodopój na 14 km ratuje życie, kompletnie nie mam siły obliczać swojego tempa bo bieg jest za szybki na matematyczne dodawanie sekund w pamięci ale cały czas mam wrażenie że doganiam kolejnych zawodników stosujac zasadę od jednego do następnego. Rogoźnikom też całkiem dobrze to idzie bo po 15km mamy sytuację taką:1. Tymek 1.02.13 / 1082. Flaku 1.06.09 / 2603. Andrzej 1.06.10 / 2614 . Kwadrat 1.10.53 / 590Na długiej prostej w końcu udaje mi się doliczyć że na razie tempo jest zabójcze i zasuwam ponizej 4.10min /km a to oznacza że ide na pobicie rekordu 1.28.44 i jest zapas czasowy! Więc zamiast umrzeć spokojnie postanawiam gonić rekord „choby rzigać” … ledwo żyję ale na małym podbiegu okazuje się że jest trochę jeszcze pary bo mijam kolejne osoby. Zaczynam się modlić o dotarcie do 18 km – tam jest ostatni punkt z wodą. Tutaj odnajduje swoja Golgotę … przed widocznymi już stolikami z wodą jest też … zajebisty podbieg … siłą rozpędu do niego docieram i po raz pierwszy staje przy stolikach. Pół kubka izo, pół kubka wody na pysk, patrze na zegarek 1.15.00 … wygląda na to że zdycham … bo czas zaczyna siadać … nie mam siły na obliczenia i zaś zapierdalam.Jak chłopaki sobie poradziły na tym odcinku nie wiem ale już na mecie każdy opowiadał jak to myślał że do mety to już będzie tylko z górki a tam i na 19 i na 20 km całkiem wesołe podbiegi spotkaliśmy. Andrzej chyba tam pożegnał Łukasza bo zaczął się przesuwać w stawce o kolejnych zawodników. Widać że moc z 10-tki poznańskiej została. Łukasz też się szczególnie nie opierdala, za to Kwadrat osuwa się w peletonie.W końcu udaje się dotrzeć do 20,5km tutaj już tylko ostry bieg do mety. Patrzę na zegarek i nie mogę uwierzyć, że jest mały zapas nawet na złamanie 1.28! …no to zapierdalam już chyba tempem 3.30 min/km – chyba słyszę darcie się Franka który koło 20 km już nas wyławiał z tłumu i dawał dziewczynom znać = cała trójka z aparatami i telefonami w relacji on-line. Ludzi w pierony przy mecie, ostatni zakręt, jeszcze 100metrów, ostrym finiszem mijam 3-4os i jest meta! 1.27.09 netto i 90 miejsce.Padam na ryj i ledwo sie podnoszę bo wypychaja mnie ze strefy mety, na szczęście parę metrów dalej boisko szkolne i zalegam na trawie. Przed oczami mam czarno. Po 2 minutach dopiero zaczynam się rozglądać … jest Andrzej i Flaku. Bladzi jak ja. Na finiszu też połykają rywali. Andrzej z nową życiówką. Na takiej trasie wynik 1.32.56 to rewelacja i 241 miejsce! Łukasz ciut wolniej i z bardzo dobrym wynikiem 1.33.12 zajmuje 254 miejsce. Sporo miejsc za nimi bo na 710 pozycji melduje sie Kwadrat z czasem 1.42.43. Całkiem przyzwoity choć do wyniku 1.34 h przed rokiem zabrakło sporo. Bieg ukończyły 3281 osoby i przy tym zestawieniu łup Zapierdalaczy jest zajebisty: 710 bardzo dobre, miejsca 254 i 241 z życiówką mega zajebiste a miejsce 90 kosmiczne.Po chwili dociera do nas nasz serwis team, cała 4 zbiera gratulacje i zaczynamy na trawniku pierwsze opowieści na gorąco. Słoneczko dogrzewa i w piknikowej atmosferze zażywamy postartowego relaksu na trawce.Po zbiórce ruszamy do aut i za Sobótką zaliczamy mały postój w szczerym polu. Tam kto może strzela browarka przegryzanego ciastakmi i z Rogoźnika i z Sobótki no i po pół godzinie spędzonej w bardzo miłej atmosferze ruszamy do domów….z dwoma życiówkami jak ta lala :-)))

Komentowanie jest wyłączone