2. Nocny Półmaraton Wrocław 2015

Półmaraton Nocny Wrocław 2015 czyli jak Kwadrat łamie 90 min w półmaratonie.

Ten bieg był jednym z trzech celów wielkie trójcy jaką sobie wyznaczyłem na ten rok. Celem nadrzędnym było ustanowić nowy rekord w półmaratonie. W sumie to hierarchia celów na ten bieg układała się następująco:

1)    Ustanowić rekord w półmaratonie (stary wynosił 1h 34min 04sek i miał już dwa lata)

2)    Powalczyć o zejście poniżej 1h 30min

3)    Powalczyć z wynikiem Andrew z tego roku w półmaratonie (1h 29min 15sek)

Postanowiłem sobie, że satysfakcje da mi realizacja choćby numeru 1 nie mówiąc już o 2 czy 3. Nie mniej jednak by nie spocząć na laurach cel jaki sobie wyznaczyłem to pobicie wszystkich 3 celów jeszcze z zapasem. Dlaczego tak ambitnie? Przecież nawet realizacja numeru 1 była dla mnie wysoce zadowalająca. Ano dlatego, że czułem, że to mogę zrobić. Siedem lat biegania, doświadczenie, niska waga startowa (od jakiegoś czasu zmieniłem wszystko co jem stricte pod biegnie) oraz fakt, że dwa tygodnie wcześniej na treningu pobiłem już stary rekord w półmaratonie sprawiało, że wiedziałem, że mnie na to stać. Dodatkowo wprowadziłem motywację psychologiczną jak nigdy wcześniej. Tocząc bój z Andrew o tytuł „Asfalta Roku” wśród Zapierdalaczy powtarzałem sobie jak mantrę kilka liczb by wbiły się w moją pamięć. Te liczby to 4:12 czli tempo jakie chciałem osiągnąć na mecie. W pracy miałem przyklejoną nawet karteczkę na monitorze z napisem „4.12 na Andrew” 😉  Taktyka była prosto – chciałem powtórzyć taktykę z treningu, który zrobiłem na 2 tygodonie przed zawodami gdzie ustanowiłem całkiem przypadkiem nieoficjalny rekord w półmaratonie. Szanowna kapituła Zapierdalaczy powiedziała jednak, że ten wynik mogę sobie na czole wydziarać ale do oficjalnych wyników liczymy tylko zawody.  Wracają do założeń. Na początku luźno przez 10 – 15 min – potem przyśpieszamy, zapodajemy żel energetyczny około 45 min biegu i na koncu „ostro siostro”. Czyli tak jak na treningu gdzie rekord zrobilem. Niestety mój plan wziął w łeb na samym początku biegu, kiedy to spotkałem niejakiego Jacka jednego z założycieli grupy we Wrocławiu Pro-Run. Chyba jego obecność w dziwny sposób na mnie podziałała bo przez pierwsze 8 km biegliśmy razem tempem o wiele wyższym niż zakładałem. Moja taktyka z treningu zaczęła się zmieniać w taktykę Tymka „choby rzigać”. Na 8 km mój towarzysz lekko przyśpieszył i jak się okazało później na mecie miał 1 min lepszy czas niż ja. A jak mi poszło po 8 km? Średnie tempo po około 12 km wynosiło mniej więcej 4:06. Tutaj sobie tak zaaplikowalem żela, że prawie go od razu zwrócilem bo zrobilem to na raz, na bezdechu i poszedł nie tam gdzie trzeba … popłynęło kilka łez, kilka razy musialem odchrząknąć. Dodajmy tutaj, że na rękach miałem wymazane markerem czasy na każdym kilometrze by nie popełnić błedu z Poznania gdzie do złamania 40min na 10km brakło mi 4 sek. Bardzo się to przydało. Kontrolowalem każdy km. Oczywiście na ręce miałem wypisane czasy z 21 sek zapasem na mecie na Andrew czyli moją magiczną liczbę 4:12 co każdy kilometr.  A ponieważ za szybko zacząłem to ogólnie mi ten zapas wychodził o wiele większy. Po 12-13 km pojawił się pierwszy mały kryzys. Lekko zwolniłem co zaowocowało spadkiem tempa w sumie po 18 km do jakiegoś 4:09 (cały czas mówię o średnim tempie).

Tutaj zanim przejdę do tego co bylo na koniec warto wspomnieć kilka spraw. Po pierwsze … nigdy ale to nigdy nie widzialem tylu ludzi na trasie … dodatkowo bieg zbiegł się z 1 dniowym wydarzeniem Mosty 2016 gdzie na każdym moście byly robione eventy różnego rodzaju, akcje, iluminacje, koncerty itd. A ponieważ biegliśmy przez kilkanaście mostów to wyobraźcie sobie co się działo

Końcówka … szybka kalkulacja w głowie i wiedziałem, że zrealizuje plan z mała nawiązka ale muszę utrzymywać tempo a nawet lekko przyśpieszyć. Wziąłem nogi za pas i lekko przyśpieszyłem ale nie do sprintu jak to miałem okazje często robić w końcówkach. W mojej głowie sobie powtarzałem „spokojnie – plan wykonany, asfalt jest Twój (na razie), masz zajebisty rekord, zrobiłeś swoje, nie szalej i tak jest zajebiście). Skutek tego taki, że i tak w końcówce to ja wyprzedzałem innych.
Podsumowanie: wszystko zgrało sie w 1 dobrze zestrojoną całość – czas, miejsce, atmosfera, forma, motywacja, temperatura, trasa, ludzie, doping, znajomość trasy, brak murzyna piłującego kraty, dobrze dobrany ale źle połknięty żel. Nie było nic na nie. Przy takim poziomie zapierdalania chyba tak to ma wyglądać, że wszystkie elementy na raz muszą zgrać się idealnie w jedną perfekcyjną całość. To co teraz czas rzucić się na stary rekord w maratonie? Owszem ale jeszcze nie w tym roku.

Na koniec suche fakty:

Czas netto – 1h 28 min 30 sek

Miejsce open: 313 na 6942 / 4,5% stawki

Miejsce M30 – 132 na 2089 / 6,31% stawki

tekst: Kwadrat

 

Komentowanie jest wyłączone