1. Harpagańska Dycha 26.03.2017

Po roku 2016 w którym głównym celem były biegi ultra górskie z UTMB na czele tym razem postanowiłem się przeprosić z biegami asfaltowymi. Prócz startów ultra była też walka z kontuzjami i dlatego doszedłem do wniosku, że żeby pozostać przy bieganiu muszę „odpocząć” kilometrażowo.

Ustawiłem cel główny maraton w Gdańsku (początek kwietnia) i nie jako po drodze postanowiłem pobiec na maxa jakiś krótszy dystans. Padło na 10 km bo dawno nie mierzyłem się z takim dystansem i życiówka 39.19 ma już taaaką brodę. Okazało się że na dwa tygodnie przed maratonem jest w Sosnowcu Harpagańska Dycha i tym samym wyklarował się asfaltowy kalendarz startowy. W ramach odchudzania kilometrażu postanowiłem (dość ryzykownie), że tej zimy trenuję 3 razy w tygodniu: 2 razy do 10 km (interwałowe szarpaczki) i 1 raz spokojne bieganie do 15 km. Tym samym miesiące styczeń, luty, marzec mieściły się w przedziale 100-150 km. Dorzuciłem do tego lekką walkę z wagą, doprowadzając do 73,5 kg masy startowej. Zakupiłem nowe asicsy startówki które ze swoją lekkością przyniosły też zerową amortyzację. Lekko pobolewające ścięgna wokół piszczelowe i achillesowe postraszyły na parę dni przed startem, ale generalnie uznałem że wszystko jest ok.

Start.

Pogoda słoneczna, ale noc z zerową temperatura spowodowała że zdecydowałem się na długi rękaw termoaktywny i krótkie getry. Porządna rozgrzewka i o g.11 wraz z ok 900 osobami sruuu lecimy. Ustawiłem zegarek na ekran z pomiarem tempa i lecę w miarę równo próbując odejmować parę sekund z 4 minut na każdym kilometrze. Pierwsze 3 km jest dobrze 3.53, 3.56, 3.53. Kolejna dwa już gorzej wyraźna zadyszka 4.01 i 4.06 lekki podbieg nie ułatwia sprawy. Staram się nie panikować i lecieć równo swoje lekko się hamując jak tylko zegarek pokazuje czas poniżej 3.50/km. Na 6,7 i 8 km jest ponownie dobrze: 3.56, 3.49, 3.55. Zaczynam kalkulować że może jest szansa zawalczyć o życiówkę. Tyle że pojawiają się dwa problemy. Pierwszy: słabnę i mi się ciemno przed oczami robi. Drugi: zegarek melduje kolejne kilometry na 100 metrów wcześniej niż oznaczenia na trasie organizatora. Po cichu liczę na to że któryś z kilometrów się „spłaszczy” i temat się wyrówna. Niestety to nie następuje do samej mety. 9 km wchodzi w 3.59, próbuję się zebrać w sobie i długim finiszem docieram do 10 km w czasie 39.21 (2 sekundy gorzej niż życiówka), tyle że do mety jeszcze 120 metrów i 29 sekund ostrego finiszu. Wpadam na metę ledwo żywy z czasem netto 39.45.

Wynik jest dla mnie rewelacyjny więc zostawiam w spokoju bonus metrowy który na atestowanej trasie nie powinien się zdarzyć a który potwierdzają kolejni zawodnicy na swoich gps-ach.

Średnie tętno to 177, a maksymalne 183. Zmęczyłem się. 39.45 przechodzi do historii jako mój drugi wynik poniżej 40 min na 10 km i daje mi 65 miejsce open na 852 osoby które docierają do mety (7,63%stawki = super).

Tekst: Tymek

Komentowanie jest wyłączone