1. Half Marathon Katowice

Wizz Air Katowice Half Maraton 2018

Z tym komercyjnym bieganiem to jest tak że niby nie lubię a jednak czasami startuję. No ale jak tutaj nie wystartować skoro w rodzimych Katowicach powstaje nowa wielka impreza biegowa? Pobiegać po ulicach Katowic rzadko jest okazja więc dlaczego nie. Impreza wielka bo z założenia komercyjna. Pierwsza edycja przyciągnęła sporą liczbę ulicznych biegaczy dając do wyboru dystanse: półmaraton 10 i 5 km.

Na start zdecydowaliśmy się z Agą na ostatnią chwilę. Dla mnie miał być to pierwszy startowy rozruch po zawałowej aferze. Dotychczasowe porehabilitacyjne rozruszania i rozkręcania rowerowe pokazywały, że forma wraca. Daleko do dyspozycji pozwalającej gonić życiówki, ale obecnie nie o to chodzi. Pytanie było inne: jak organizm będzie działał w dwugodzinnym ciągłym biegu? Do tego upalna aura, 30 stopniowe słońce pozwoliło sprawdzić jak to wszystko działa w wersji extreme. O godzinie 10 rano było już wystarczająco parno żeby było pewne że będzie super zabawa. W duchu się cieszyłem że nie gonię życiówki w tej temperaturze. Aga biegnąc dystans 10 km bez treningu biegowego też miała nastawienie spokojne. I takie nastawienie w sumie zawsze daje najwięcej radości bo jest bezstresowo. Przed biegiem sobie postanowiłem że przytrzymam wynik 1h 45 min czyli tempo ok 5min/km.

Start bez odliczania zaskoczył nie jednego ścigacza, ale po chwili towarzystwo w sile ok. 1500 osób poszło w Katowickie ulice! Od razu puściłem baloniki na 1h 40 min (hehehe z lekkim żalem) i spokojnie leciałem do przodu. Oddechowo wszystko ok, gęba się cieszy, z górek nawet muszę wyhamowywać bo czasami zegar pokazuje tempo 4.35min/km, pod górki tempo do 5.15min/km. Upał straszny, piję na każdym punkcie i docieram do jedynego pomiaru po drodze ustawionego na 10.5 km. Czas ponadprogramowy 50 min z hakiem i miejsce 279. Leci się fajnie i względnie luźno. Kardiologicznie wygląda, że wszystko ok. Pół godziny po półmaratonie rusza dystans 10 km a potem 5 km. Ta dziesiątka to dwie pętle 5 km po ścisłym centrum Katowic, a tam upał w betonie straszny.

Aga biegnie spokojnie i w czasie 1.00.23 dociera do mety. W tym czasie u mnie trasa z centrum wiedzie przez park moją Dolinę Trzy Stawy, znam każdy metr trasy więc wiem, że tu pod górkę a tam z górki. Upał wyraźnie wykańcza współtowarzyszy bo mijam coraz więcej osób. Po 15 km czuję opór w nogach, wychodzi nie trenowanie w ostatnim pół roku (400 km w 6 miesięcy to najmniejszy wynik od 10 lat). Cieszę się że to nie maraton!!! Zbieg w stronę centrum Katowic trochę ratuje sprawę, ale zbliżając się do mety koło Spodka wiem że będzie i podbieg na ostatnim kilometrze. Sporo ludzi tu idzie a ja dalej biegnę co mnie super cieszy. Jest git. Nawrotka na szczycie Al. Korfantego i ostatnie 400 metrów to zbieg do mety. Okazuje się, że drugą część dystansu pokonuję o 100 sekund wolniej niż pierwszą co razem daje czas 1.42.41. Przesuwam się też w stawce na 217 miejsce (14% stawki). Super! Na mecie kibicuje Aga która dotarła już do mety. Jest też Przemo fumfel z grupy AA (hehee). W tym roku wchodzę drugi raz na metę (pierwszy raz na Chianti Ultra Trail) i drugi raz gęba mi się śmieje. Za pierwszym razem, że się udało. Teraz, po zawale i naprawie pompy widać że jest nieźle. Jest git!

Po południu rozgrywane są biegi dziecięce na które trzeba sporo czekać. Z resztą organizacyjnie kiepsko to wygląda, ale uśmiechami wszyscy nadrabiają. Dzieciaki z medalami zadowolone. My wystawiamy tylko Hanię bo Olga tym razem z kontuzjowana nogą musi odpuścić. Na koniec w pobliskiej fontannie dziecięce chłodzenie regeneracyjne.

No i pobiegaliśmy rodzinnie!

Tekst: Tymek

 

Komentowanie jest wyłączone