1. Bieg Wiosny – Katowice 13 marca

Piszę tę relację prawie 2 miesiące po starcie. Tyle czasu zajęło mi przetrawienie wydarzeń z asfaltowej wiosny 2016. Ale od początku ……

Gdzieś pod koniec listopada 2015 pod wpływem głosów kolegów Zapierdalaczy zaświtała mi w głowie myśl, żeby na wiosnę 2016 zmierzyć się z życiówką w maratonie. Od grudnia 2015 regularnie 2 razy w tygodniu zacząłem trening pod biegi asfaltowe starając się przy tym nie zaniedbywać treningów do biegów górskich. Jako, że od początku szło to w miarę fajnymi tempami to w miarę upływu czasu zaczęły rosnąć oczekiwania. Gdzieś w połowie stycznia wyczytałem o Biegu Wiosny w Parku Śląskim, który miał się odbyć na 3 tygodnie przed maratonem. Pomyślałem sobie, że to będzie fajny sprawdzian mocy i szybkości a i życiówka z dystansu 10 km najnowsza już nie jest.

W końcu nadchodzi ten dzień niedziela 13 marca. Okazuje się, że na starcie oprócz mnie są jeszcze kolejni przedstawiciele Zapierdalaczy – Magda i Kajtek a do tego masa Zapierdalaczowych kibiców. Warunki pogodowe wydają się być idealne do szybkiego biegania – jest ok 4 stopnie, pochmurno bez słońca – kurde jeden z potencjalnych powodów słabego biegu na który później mógł bym zwalić winę właśnie odpadł, ale ale spokojnie:). Jest jeszcze trasa biegu, która po przeanalizowaniu wcale nie wydaje się być taka płaska i skrojona pod bicie życiówek.

Nadchodzi moment wystrzału startera i ruszam. Na początku mimo, że ustawiłem się na starcie dość blisko przodu pojawiają się wolniejsi biegacze, którzy trochę mi przeszkadzają. Żeby to nadrobić dość szybko zaczynam bieg i po chwili zerkając na zegarek orientuję się, że chyba jednak jest za szybko bo tempo oscyluje w okolicach 3:45/km. Po chwili zwalniam i zaczynam trzymać tempo lekko poniżej 4:00/km, które powinno mi dać na mecie upragniony czas poniżej 40 min. Po chwili doganiam grupkę osób, które biegną z pacemakerem właśnie na czas 40 min. W tym momencie postanawiam, że zostaję z nimi jak długo się da. Trasa biegu, która składająca się z dwóch pętli po 5 km zaczyna zakręcać i wznosić się lekko pod górkę. W tym momencie już wiem, że czeka mnie ostra walka, żeby utrzymać zakładane wcześniej tempo. Pierwsza 5 km pętla wchodzi w 19 min 54 s czyli tempo nadal optymistyczne na zakładany na mecie czas. Niestety już ok 1,5 km dalej zaczynają się pierwsze problemy i tempo zaczyna powoli spadać. Na początku nie jest jeszcze najgorzej ale ucieka wymarzony czas poniżej 40 min, po kolejnych 2 km już wiem, że znacząco maleją też szansę na nową życiówkę ale dalej staram się dawać z siebie wszystko. Na ok 9 km spotykam kibicującego mi tego dnia Andrzeja. Ten postanawia, że ten ostatni odcinek pobiegnie ze mną tyle, że poza trasą po trawie i poboczu. Jego okrzyki i sama obecność wyzwalają ze mnie jeszcze ostatnie resztki energii i zaczynam znów przyspieszać do tempa poniżej 4:00/km. Andrzej swoimi okrzykami wzbudza poruszenie i śmiechy zgromadzonych przy trasie ludzi ale daje mi to takiego powera, że ledwo już żyjąc staram się cały czas mocno zapieprzać te ostatnie metry do mety. W końcu na nią wpadam i od razu padam na twarz z wyczerpania. Cholera wie jaki mam dokładnie wynik bo mój zegarek zatrzymany pokazuje czas 41 min 02 s. Czyli jest dupa blada życiówki nie ma. Nie mam jednak sił na roztrząsanie tego tematu bo dalej ledwo żyję i dyszę jak lokomotywa, w tym momencie cieszę się, że ten morderczy dla mnie dystans 10 km już za mną.

Za metą czekają na mnie Zapierdalacze z moim ekwipunkiem. Przebierając się dostaję smsa z wynikiem biegu. Potwierdza on niestety moje obawy, że życiówki nie urobiłem – czas na mecie równo 41 min. Oznacza to ni mniej ni więcej, że do życiówki zabrakło 3 cholernych sekund. Po biegu oczywiście ogłaszam, że był to mój ostatni start na tym dystansie z próbą zawalczenia o czas. Dzisiaj po prawie 2 miesiącach nadal podtrzymuję tamte słowa i oświadczam, że NIGDY WIĘCEJ WALCZYĆ O ŻYCIÓWKĘ NA 10 km NIE BĘDĘ i pozostanie ona na poziomie 40 min 58 s.

Bieg kończą pozostali Zapierdalacze. Kajtek z wynikiem 47 min 04 s oraz Magda, która po dłuuugim rozbracie z bieganiem powoli zaczyna wracać na biegowe trasy. Z szerokim uśmiechem na twarzy Magda kończy bieg z czasem 1h 04 min 32 s.

Tekst: Flaku

Komentowanie jest wyłączone